środa, 13 kwietnia 2011

Rozdział 5

- To dokąd jedziemy? - spytała po chwili Kah uśmiechając się lekko.
-Mam bardzo ładną altankę - wampir uśmiechnął się do niej - Odciętą od reszty ogrodu. Zaraz tam będziemy. - stwierdził i skierował konia w małą alejkę. Po dłuższej chwili jazdy wjechał w dużą altanę - Jesteśmy - uśmiechnął się zsiadając z konia i odwracając do niej.
- Pięknie tu - powiedziała Kah rozglądając się wokoło. Po chwili zsunęła się z grzbietu swojego konia i stanęła obok wampira - Mówiłeś, ze to altanka - zaśmiała się - A mi to wygląda na ogród w ogrodzie. - I rzeczywiście można było to tak ująć. Ściany tego miejsca porośnięte były zielonym pnączem, bardzo dobrze odcinającym resztę ogrodu. Po środku i po bokach rosło wiele kwiatów, zwłaszcza róż wszelkich kolorów i odmian. Prawie niewidoczne alejki prowadziły wgłąb altany, gdzie słychać było szmer wody - Fontanna? - spytała zaciekawiona Kah spoglądając na Darina.
- Coś lepszego - uśmiechnął się i podał jej swoje ramię - Przejdziemy się? - Kah uchwyciła go pod ramię i ruszyła razem z nim. Po dłuższej chwili doszli do samego środka tego mini ogrodu. Szmer wody wydawał z siebie malutki strumyczek u którego brzegów rósł ogromny krzak białych róż. Tych samych, które stały w pokoju Kah. Woda skąpana w świetle księżyca wyglądała jak płynne srebro, a róże wydawały się świecić swoim blaskiem. Niedaleko stała mała ławeczka z pięknym widokiem na otwarte niebo i księżyc oraz tenże strumyczek i róże. Wampir poprowadził ją właśnie do tej ławki, na którą Kah opadła oczarowana tym widokiem, a Darin przysiadł obok niej.
- Tu jest... - Kah przez chwilę szukała określenia - Niesamowicie pięknie - powiedziała w końcu i spojrzała na Darina z lekkim uśmiechem, po czym znów spojrzała na róże. Poczuła małe ukłucie żalu w sercu, bo wydało jej się, że nad tym miejscem czuwa duch Xina. "Tylko, że to nie możliwe" pomyślała i potrząsnęła lekko głową.
- Coś nie tak? - spytał Darin, który przyglądał jej się uważnie od pewnej chwili - Wydajesz się być... Nieobecna - Kah odwróciła głowę i spojrzała w intensywną zieleń jego oczu.
- Nie, po prostu... To miejsce tak na mnie działa - uśmiechnęła się lekko, nagle onieśmielona bliskością wampira. On sam spoglądał jej w oczy z dziwnym wyrazem. Wyciągnął rękę i delikatnie przejechał dłonią po jej policzku. Kah drgnęła lekko, ale się nie odsunęła.
- Jesteś podobna do róży - Darin uśmiechnął się lekko - Delikatna i piękna, ale jednocześnie potrafisz pokazać kolce. - ponownie spojrzał w jej oczy i nachylił się delikatnie. Kah, jakby pod czarem owej chwili, również się pochyliła, a po chwili ich usta spotkały się w pocałunku. Trwał on chwilę, jednakże dla nich wydawał się wiecznością. Kah pierwsza jednak cofnęła głowę i lekko zażenowana spuściła wzrok.
- Może... Może wrócimy? - zaproponowała - Jestem zmęczona... - urwała i nie bardzo wiedząc co jeszcze powiedzieć znów spojrzała na krzak róży.
- Dobrze, jedźmy - wampir wstał i poprowadził ją do miejsca gdzie stały konie. Znów ją posadził na grzbiecie, tym razem jednak nie puszczał jej przez dłuższą chwilę. W końcu jednak dosiadł swojego konia i ruszył w stronę zamku. Kah, jadąc obok niego, za wszelką cenę starała się nie zasnąć i nie zsunąć z grzbietu, jednakże głowa coraz częściej jej opadała na pierś. Po chwili Darin wstrzymał konia i uśmiechając się lekko z niego zsiadł.
- Coś się stało? - spytała Kah spoglądając na niego.
- Mi nie, ale ty zaraz spadniesz - stwierdził podchodząc do niej. Szybko wskoczył na grzbiet jej konia i siadł za nią, przytrzymując ją ręką w pasie - Tak będzie po prostu bezpieczniej - stwierdził i ruszył, zaś jego koń poszedł za nimi. Kah zaś oparła głowę o jego pierś i uśmiechając się lekko zamknęła oczy. Po chwili jednak otworzyła je i głowę podniosła, spoglądając na wampira. Ten też na nią spojrzał i przytulił ją mocniej do siebie
- Śpij, mi to nie przeszkadza - szepnął cicho i uśmiechnął się - W końcu jest noc.
- No niby tak - zgodziła się z nim sennie Kah i ponownie oczy zamknęła, pozwalając się ogarnąć coraz większej ciemności. Po chwili już spała. Darin westchnął cicho i przeszedł do galopu, by jak najszybciej być w zamku. Po dłuższej chwili, zatrzymał się przed drzwiami wejściowymi. Zsiadł z konia przytrzymując śpiącą Kah i po chwili wziął ją na ręce, wnosząc do zamku. Zaniósł ją do jej komnaty i tam położył na łóżku, samemu siadając obok. Długo tak siedział wpatrzony w jej twarz, aż w końcu sam zasnął oparty o ścianę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz