Kah wróciła do swojej komnaty lekko przygnębiona. Podeszła do okna i gwałtownym ruchem odciągnęła kotary. Zmrużyła oczy, oślepiona czerwienią zachodzącego słońca. "Czerwone jak krew" pomyślała z ciężkim westchnięciem. Jej wzrok powędrował w stronę wioski, w której do niedawna mieszkała. Nawet stąd wydawała się całkowicie opustoszała. Przypomniała sobie, że wampirów było wystarczająco dużo, by wybić wszystkich mieszkańców. Poczuła, że coś ją dławi w gardle i z płaczem rzuciła się na łóżko. Płakała długo, aż w końcu wyczerpana osunęła się w zbawcze ramiona snu. Gdy w końcu się obudziła, przez okno wpadała księżycowa poświata. Kah westchnęła cicho i rozejrzała się raz jeszcze po pokoju. W końcu dojrzała to co chciała. Podeszła do drzwi w tyle komnaty i otworzyła je. Było za nimi drugie okrągłe pomieszczenie, jednakże mniejsze i przerobione na łazienkę. Weszła do środka zamykając drzwi. Po chwili napuściła wody do wanny i zanurzyła się w niej. Gdy w końcu wyszła z kąpieli, poczuła się trochę lepiej. Owinięta w ręcznik wyszła łazienki. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy to stojący na toaletce bukiet białych róż. Lekko zdziwiona podeszła i przejechała delikatnie dłonią po płatkach kwiatów, zachwycając się ich pięknem. Westchnęła cicho, wracając myślą do chwil spędzonych z Xinem.
- Piękne prawda? - usłyszała za sobą cichy głos i przestraszona odwróciła się gwałtownie. Z cienia rzucanego przez szafę wyłonił się Darin i Kah odetchnęła z ulgą, jednakże zaraz przypomniała sobie, że jest w samym ręczniku i zarumieniła się.
- Tak, są piękne - stwierdziła prosto i uśmiechnęła się niepewnie, niezbyt wiedząc czego się spodziewać. Przez chwilę panowało milczenie, a wampir delikatnie na nią spoglądał. - To, w sumie, co tu robisz? - spytała Kah, uparcie spoglądając w okno.
- Chciałem spytać czy nie masz ochoty na konną przejażdżkę - wampir uśmiechnął się lekko i również spojrzał w okno - W końcu to piękna noc - dodał po chwili.
- Ale tak teraz, od razu? - Kah spojrzała na niego lekko speszona.
- No może nie tak od razu - lekki uśmiech wystąpił na usta wampira - Chyba powinnaś coś ubrać, żeby się nie zaziębić.
- A znajdzie się coś dla mnie? - znów spojrzała na wampira i teraz ona się lekko uśmiechnęła, wciąż niezbyt pewnie czując się w jego obecności. I sama nie wiedziała z czego to wypływa.
- Zajrzyj do szafy - Darin uśmiechnął się lekko i podszedł do drzwi - Będę czekał przy jadalni - gdy tylko zamknął za sobą drzwi Kah odetchnęła z ulgą i zrzuciła z siebie ręcznik, podchodząc do szafy. Po chwili wybrała ciemnoburgundową suknię i drżąc z chłodu szybko ją ubrała. Po chwili już schodziła na dół. Idąc w stronę jadalni, tak się zamyśliła, że nie zauważyła czekającego na nią wampira i po prostu na niego wpadła. Cofnęła się o krok i prawie upadła, gdy znów przytrzymał ją Darin.
- Drugi raz Cię łapię - uśmiechnął się lekko i pomógł jej się wyprostować - W takim tempie będziesz miała dużo siniaków - dodał po chwili i delikatnie ją puścił.
- Oby nie - Kah również się uśmiechnęła - Mam chęć pozostania w jednym kawałku.
- I bardzo dobrze. Idziemy? - spytał retorycznie i poprowadził ją kolejnym korytarzem. Po kilku minutach weszli do dużego hallu, ładnie urządzonego i wyłożonego, białymi, marmurowymi płytkami. Stojący w rogu zegar właśnie wybił godzinę jedenastą.
Niedługo północ - powiedziała cicho, wychodząc przed zamek. Zadrżała lekko od niespodziewanego chłodu, ale podeszła do czekających już koni i delikatnie pogładziła jednego po szyi, napawając się jego ciepłem. Po chwili poczuła jak Darin okrywa ją swoją marynarką. Odwróciła się i spojrzała na niego z wdzięcznością. - A ty? - spytała po chwili, okrywając się się szczelniej.
- A mi nic nie będzie - stwierdził z uśmiechem - To co? Jedziemy? - spytał po chwili.
- Tak, ale jeśli pozwolisz... - podeszła do konia i rozpięła popręg - Pojadę na oklep - dokończyła z uśmiechem zdejmując siodło.
- A proszę bardzo - teraz to on się uśmiechnął - Siodło połóż z boku, tutaj mało osób bywa, więc raczej nic mu się nie stanie.
- No niby nie - stwierdziła Kah i odłożywszy siodło, podeszła do konia z zamiarem wskoczenia na jego grzbiet. Jednakże, gdy tylko podeszła, poczuła jak Darin obejmuje ją w pasie, a po chwili podnosi i sadza na grzbiecie. Przez chwilę siedziała niezdolna do jakiegokolwiek ruchu, jednakże zaraz się opamiętała i chwyciła wodze.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do niego - Ale nie musiałeś.
- Wiem, że nie musiałem, ale chciałem - on również się uśmiechnął i dosiadł swojego konia. - Ale jedźmy już, bo cała noc nam zleci - zaśmiał się i ruszył stępem przed siebie. Po chwili Kah również ruszyła, szybko się z nim zrównując
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz