- Kah, pospiesz się! Bo się spóźnisz! - dobiegł głos z dołu.
- Dobrze mamo. Już idę - odkrzyknęła, a po chwili na schodach rozległy się ciche kroki - I jak wyglądam? - z lekkim uśmiechem spytała przyglądającą jej się matkę, od niechcenia wygładzając niewidoczne zmarszczki na bladoniebieskiej sukni, która idealnie współgrała z jej ciemnymi włosami i oczami.
- Ślicznie kochanie - matka również się uśmiechnęła - Ale brakuje Ci jeszcze wisiorka. Chyba mam coś w sam raz dla Ciebie. Chodź - obie przeszły do małego pokoju służącego za salon. Z małej komódki, matka wyciągnęła srebrny naszyjnik, z dużym, czarnym opalem. - Odwróć się to Ci go od razu zapnę - po chwili naszyjnik znalazł się na właściwym miejscu - Teraz jest Twój - uśmiechnęła się do córki - Dostałam go od mojej matki, która prosiła bym przekazała go swojej córce. Teraz jest Twój i mam nadzieję, że kiedyś przekażesz go swojej córce.
- Dziękuję mamo - ucieszyła się - Jest śliczny... - w tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi - Och, to na pewno Xin - zawołała - Lecę mamo. Pa - dała jej buziaka i podbiegła do drzwi - Wi... - urwała w połowie i przyjrzała się chłopakowi stojącemu przed drzwiami - Eee... Xin? - spytała niepewnie lekko zaskoczona - Zmieniłeś się - stwierdziła z niepewnym uśmiechem i jeszcze raz mu się przyjrzała. Chłopak rzeczywiście wyglądał inaczej. Ubrany na czarno, z rozpuszczonymi blond włosami i błękitnymi oczami wyglądał jak młody bóg. Z równym zdumieniem wpatrywał się w nią.
- Ee.. No ty... Ty też pięknie wyglądasz... - udało mu się wykrztusić - Ale... Może już chodźmy? - spytał po chwili.
- Tak, chodźmy już - uśmiechnęła się i powoli ruszyła w stronę niewielkiego pałacyku. - Xin... Tamten zamek... - urwała i spojrzała w stronę wielkiego zamku, wystrzelającego w niebo swoimi wieżami i górującego nad okolicą.
- Tak Kah? - spytał uprzejmie również spoglądając w stronę zamku.
- Kto tam mieszka? Ktoś przecież musi utrzymywać ten zamek w tak dobrym stanie, prawda?
- Nie wiem Kah. Od czasu do czasu widuję tam światło, ale nigdy nie widziałam osoby, która by tam mieszkała. A czemu pytasz? - spojrzał na nią i lekko przytulił.
- Po prostu on mnie ciekawi - odpowiedziała po chwili, słowem nie wspominając o dręczących ją niepokojach - Ale tam chyba też jest jakieś przyjęcie... - stwierdziła nagle, ciągle zamek obserwując.
- To możliwe... Ale patrz, już jesteśmy - uśmiechnął się i wprowadził ją do halu. Po chwili poprowadził dalej, do sali balowej.
- Jak ja tu dawno nie byłam - zaśmiała się - Ale jak widzę nic tu nie zmieniałeś - stwierdziła po sali się rozglądając. Po chwili orkiestra zaczęła grać.
- Zatańczysz? - spytał z uśmiechem, po czym poprowadził ją na parkiet. Właśnie mieli zacząć tańczyć, gdy drzwi frontowe otworzyły się z hukiem i stanęła w nich grupa ludzi. Wszyscy spojrzeli zdumieni na intruzów, nawet orkiestra zamilkła. Wzrok Kah padł na pierwszego mężczyznę i już tam pozostał. Patrzyła na najpiękniejszego mężczyznę na świecie. Ubrany był na czarno, tak jak Xin, jednakże był od niego bardziej przystojniejszy i wprost promieniował męskością. W milczeniu studiowała jego szczupłe, dobrze umięśnione ciało, aż w końcu spojrzała na jego otoczoną, opadającymi na ramiona, ciemnobrązowymi włosami, twarz o bladej cerze. Jego zielone oczy wprost ją zahipnotyzowały. Po dłuższej chwili mężczyzna z wyczuwalną ironią powiedział:
- To nie ładnie nie zaprosić sąsiada na przyjęcie. Dlatego wprosiłem się razem z moimi przyjaciółmi - uśmiechnął się ironicznie, ukazując w swoim uzębieniu kły. "Wampiry" przemknęło każdemu przez myśl, jednakże prawie wszyscy nie wiedzieli co to za istoty. Kah mimowolnie zadrżała. Prawdopodobnie jako jedyna na tej sali wiedziała kim są i co potrafią przybyłe istoty. W tej chwili usłyszała cichy szept.
- Kah, posłuchaj mnie. Musisz stąd uciekać i to zaraz. Postaram się odwrócić ich uwagę. O mnie się nie martw - dodał szybko, uprzedzając jej pytanie - Zawsze będę przy Tobie, pamiętaj o tym. I... Kocham Cię - szepnął jeszcze, po czym dobył miecza i szybko zaatakował najbliższego wampira. Więcej Kah nie zobaczyła, bo odwróciła się gwałtownie i szybko przebiegła do następnej sali. "Gdzieś tu musi być drugie wyjście" pomyślała, otwierając pierwsze drzwi na jakie trafiła. Obejrzała się za siebie, a słysząc czyjeś kroki, nie namyślając się wiele zbiegła schodami na dół. Teraz dopiero dostrzegła jak źle wybrała. Trafiła do podziemia, z którego na pewno nie było drugiego wyjścia. Gdy tak stała, zastanawiając się nad tym co ma dalej robić, poczuła, że ktoś ją łapie w pasie od tyłu. Krzyknęłaby ze strachu, gdyby druga ręka nie zatkała jej ust.
- Spokojnie... Nic Ci nie zrobię... - usłyszała szept i przeraziła się jeszcze bardziej. Rozpoznała ten głos. To był ten zielonooki wampir. Wyrwała się i zaczęła uciekać. Niestety nie zauważyła wystającego kamienia i potknęła się, uderzając głową w ścianę. W ostatniej chwili przytrzymały ją czyjeś ręce, ale już nie wiedziała czyje. Zemdlała. Wampir szybko wziął ją na ręce i wyniósł z podziemi. Wychodząc z pałacyku rzucił jeszcze do innych:
- Jak chcecie to ściągnijcie kolegów i zapolujcie w miasteczku - w sumie sam nie wiedział, po co im to mówił. I tak by to zrobili. Sam wsiadł do podstawionej karocy, dziewczynę ciągle na rękach trzymając. Podczas jazdy przyglądał jej się z lekko smutnym i nieobecnym uśmiechem, jakby budziła w nim nieokreślone wspomnienia.
****
W tym samym czasie, gdy Kah zbiegała do podziemi, w sali balowej działa się prawdziwa rzeź. Wszyscy, którzy się tam znajdowali leżeli już martwi lub byli dobijani. Krew zabarwiła na czerwono niegdyś lśniącą posadzkę. Xin chciał zaatakować najbliższego wampira z zaskoczenia, jednakże pośliznął się na kałuży krwi i po chwili leżał na podłodze, a nad nim nachylał się jeden z wampirów. Ten zielonooki gdzieś zniknął, a on sam miał wrażenie, że ścigał Kah.
- Nie bój się. Nie będzie bolało - rzekł do niego, pochylający się nad nim wampir, po czym z paskudnym uśmiechem, wgryzł mu się w tętnicę szyjną. Miał rację. Xin nic nie poczuł. Bardzo szybko siły zaczęły go opuszczać, a serce biło coraz wolniej. Zamknął oczy i pozwolił się otoczyć bezdennej ciemności i uczuciu spokoju, a w tym czasie jego serce przestało bić.