środa, 13 kwietnia 2011

Rozdział 3

 Obudziła się gwałtownie i rozejrzała. "Gdzie ja jestem?" przemknęło jej przez myśl, gdy powoli wstała zmagając się z okropnym bólem głowy. Raz jeszcze rozejrzała się po komnacie. Zauważyła, że jest to okrągłe pomieszczenie, z dużym oknem zasłoniętym obecnie czarnymi kotarami, szafą i toaletką. Dostrzegła ciemne, prawdopodobnie hebanowe drzwi, ale nie miała siły do nich dojść. Z cichym jękiem osunęła się na łóżko i zamyśliła, wpatrując w baldachim. "Gdzie ja jestem? I co się w ogóle stało?" ponownie przemknęło jej przez myśl. Nagle usłyszała zgrzyt klucza w zamku, więc powoli odwróciła głowę i spojrzała w tamtą stronę. Po chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich zielonooki wampir. Kah zesztywniała ze strachu, gdy zobaczyła, że idzie w jej kierunku. Z przerażeniem wpatrywała się w wampira, gdy ten usiadł na krawędzi łóżka i wpatrzył się w nią. Po długiej chwili milczenia, która jej wydawała się wiecznością, spytał:
- Jesteś głodna, Pani? - jej oczy rozszerzyły się lekko ze zdumienia, ale pamiętając o dobrym wychowaniu odpowiedziała uprzejmie:
- Wprawdzie jestem odrobinę głodna, ale nie mam siły by się podnieść. Poza tym dręczy mnie okropny ból głowy - wampir uśmiechnął się lekko i równie uprzejmie odpowiedział:
- Coś na to poradzimy. Na dół to mogę Cię, pani, znieść, a ból głowy minie za kilka minut. To jak? - tajemniczy uśmiech nie znikał z jego twarzy, a oczy nie patrzyły już tak lodowato.
- Ja... - urwała w połowie. Obecność wampira oszałamiała ją dziwnie, tak, że nie mogła wypowiedzieć zdania. I wcale nie miało to związku z ustępującym powoli bólem głowy - Dobrze - zgodziła się, czując na sobie jego wyczekujące spojrzenie - Ale, jeśli pozwoliłbyś, chciałabym zejść o własnych siłach, lekko się na Tobie, panie, wspierając.
- Jak sobie życzysz - wampir uśmiechnął się lekko i pomógł jej wstać. Kah zachwiała się lekko, ale zaraz przytrzymały ją pewne ręce wampira. Gdy odwróciła głowę by mu podziękować, napotkała jego zielone oczy. Nie mogła od nich oderwać wzroku, a słowo zamarło jej na ustach. Po chwili otrząsnęła się jednak i powiedziała ciche:
- Dziękuje - dając krok do przodu. Wampir również się opamiętał i poprowadził ją do drzwi i dalej schodami na dół, a potem korytarzem. Otworzywszy pięknie rzeźbione drzwi wprowadził ją do dużej jadalni, z długim stołem i wielkimi oknami, obecnie także zasłoniętymi czarnymi kotarami. Stół nakryty był dla  dwóch osób, a po środku przeciwległej ściany wmurowany był wielki kominek. - Po co wampirom kominek? - spytała zdziwiona Kah - Podobno boicie się ognia? - usiadła na miejscu przy stole i spojrzała na niego.
- Podobno działa też na nas woda święcona, krucyfiks i srebro a jak widzisz stoją tu srebrne świeczniki - uśmiechnął się lekko wskazując na stół.
- A więc kolejny mit? - Kah wolała się upewnić
- Wszczepiona nieufność? - wampir zaśmiał się, ale po chwili odpowiedział - Tak to też można wsadzić pomiędzy bajki. Czasami lubię posiedzieć przy kominku, nawet jeśli nie czuję jego ciepła -  skrzywił się lekko, a Kah taktownie nie naciskała. Po chwili ponownie spojrzała na stół, jakby lekko speszona. Wampir spojrzał na nią, potem na stół i uśmiechając się nalał jej wina - Wybacz, nie przedstawiłem się jeszcze. Jestem Darin de Boren - Kah zakrztusiła się lekko słysząc to nazwisko.
- Z tych de Borenów? - spytała, wpatrując się w niedowierzaniem w wampira -  - No chyba z tych. Nie słyszałem o innych. A o co chodzi?
- Mój ojciec nazywał się Jacob de Boren - powiedziała krótko, nie rozwijając tematu.
- Nie jestem z nim spokrewniony. To inna gałąź rodziny, a wspólnego przodka znajdziemy gdzieś na początku rodu. W każdym razie już wiem kogo mi tak przypominałaś. Spotkałem go jakieś 50 lat temu. - dalej nic nie mówił, a Kah nie pytała. Po chwili nałożyła sobie odrobinę ziemniaków i kurczaka, zaczynając jeść, jakoś bez przekonania jednak.
- Po co mnie tu właściwie przywiozłeś? - spytała w końcu odkładając widelec i spoglądając na wampira. Ponownie uderzyło ją jaki jest przystojny. Darin przez dłuższą chwilę nie odpowiadał, również się w nią wpatrując. Kah zmieszała się i spuściła wzrok, a wtedy odpowiedział;
- Spodobałaś mi się i... - zawahał się chwilę, jednakże dokończył - I przypomniałaś mi kogoś - powiedział cicho i spojrzał na nią ponownie, wzrok dłużej zatrzymując na jej wisiorku. Kah jednakże wstała.
- Chciałabym się przespać - również cicho to powiedziała i ruszyła w stronę drzwi. Darin również  wstał i odprowadził ją wzrokiem. Gdy była przy drzwiach powiedział:
- W tym zamku możesz robić co chcesz, jednakże nie próbuj stąd uciekać - w ton jego głosu wkradł się lekki chłód, jednakże Kah dostrzegła, że jego oczy mają smutny wyraz. Zrobiło jej się przykro, jednakże odwróciła się i mimo, że wymagało to dużej siły to trzasnęła drzwiami, aż echo rozniosło się po całym zamku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz